
Piwo nieprzejrzyście czarne, gęsta brązowo-beżowa piana, ładny lacing, prezentuje się niezwykle elegancko.
Aromat:
Ho, ho, ho, motherfucker! Ciemno palona kawa in your face, mocna, intensywna, do tego paloność wpadająca niemalże w wędzonkę, a to wszystko okraszone lekką mleczną słodyczą i nutką karmelu. No i oczywiście czekolada, jak mógłbym zapomnieć o gorzkiej czekoladzie? Pachnie charakternie, intensywnie i wzorcowo.
Smak:
I tutaj lekki dysonans poznawczy, bo po takim aromacie oczekiwałem że gorzka czekolada mi wjedzie z kopa w podniebienie. Tymczasem piwo jest wyraźnie słodkie, łagodne, z mleczną czekoladą, karmelem, brownie, wyraźnie wyczuwalną laktozą i zimną, słodką latte; dopiero na finishu pojawia się wyraźniejsza nuta gorzkiej czekolady.
Ciało:
Piwo pełne, gładkie i nisko wysycone, tak jak powinno być.