Ech. Pamiętam kiedy piłem pierwszy raz IPY ze Stone'a. Wtedy jeszcze amerykańskiego. Dotarły do mnie tuż przed końcem daty. Jedna nawet po dacie (były to IPA, Go to IPA, oraz Ruination 2.0). I były nadal dobre w cholerę. Ze Stone Berlin próbowałem tylko Arrogant Bastarda (który był kiepski, ale amerykański również nie zachwycił)- trochę zniechęciły mnie opinie że to jednak nie to. Ale że trafiłem na promocji na puszeczki które są już lekko przecenione (chociaż termin przydatności mają do 27 sierpnia, więc jeszcze ponad dwa miesiące), postanowiłem spróbować. Będzie fair, tamte były dosyć stare, te też już chwilę mają.
Cali- Belgique IPA- Belgian IPA- Stone Berlin
"A california style IPA with a belgian twist"
Piwo żółte, może jasnozłote nawet. Dosyć klarowne. Wielka czapa białej piany, drobne pęcherzyki, rozrywa się powoli, niezbyt ładnie, zostawiając kłaczki piany na ściankach. Coś jak na grodziskim.
Aromat:
W pierwszych niuchach było bardzo niewyraźnie, i do tego nie do końca przyjemnie, jakaś lekka "mokra szmata" wyszła. Po ogrzaniu zaczynają pojawiać się wyraźne nutki belgijskich drożdży, lekkie suszone banany, morele, słodkie, żółte owocki, lekka szampańska nutka. Jest to okraszone niewielką ilością słodkich cytrusów czy nawet jakichś owoców tropikalnych, ale to raczej trzeba się ich domyślać pod estrami.
Gdyby nie mokra szmata, pachniałoby to naprawdę ładnie, chociaż na pewno nie powalająco.